Tekst ten najpierw pojawił się w formie podcastu i zachęcam was do jego wysłuchania. Pod odtwarzaczem znajdziecie wersję pisaną podcastu.
Przesiadka na Apple – moja historia
Cześć, witam Was ponownie na blogu Androidowy. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o tym, jak po ponad 30 latach pracy na Windowsie i Linuxie postanowiłem spróbować przejść na ekosystem Apple. Mówię „spróbować”, bo nie jest to proces ostateczny. Zanim jednak przejdę do sedna, musimy cofnąć się w czasie do mojej historii.
Moja przygoda z komputerami stacjonarnymi zaczęła się mniej więcej w 1995 roku, kiedy dostałem swój pierwszy komputer z procesorem Intel 386. Później miałem kultowego Pentium MMX. To było około 30 lat temu, ale dodatkowo od 15 lat jestem użytkownikiem Androida. Przez ten długi czas pracy na Windowsie (i Linuxie na przemian) oraz Androidzie, wyrobiłem w sobie pewne nawyki i przyzwyczajenia, które mocno wryły się w moją głowę.
Już na początku zdradzę, że przesiadka nie była najmilszym doświadczeniem w moim życiu. Miałem wiele problemów, a niektóre rzeczy nadal mi przeszkadzają. Byłem też jednak miło zaskoczony. Naczytałem się w internecie różnych opinii, ostrzegano mnie przed pewnymi wadami, które okazały się nie takie straszne. Przynajmniej dla mnie, bo pewnie wielu osobom niektóre z tych rzeczy by przeszkadzały, a inne by pominęły.
Tak jak wspomniałem, przez 30 lat pracowałem na Windowsie, a także na Linuxie, gdzie miałem epizody z Fedora, Mint i Ubuntu. Trochę skakałem między dystrybucjami, ale większość czasu spędziłem na Fedorze. Jej interfejs graficzny jest bardzo podobny do macOS, choć filozofia działania jest zupełnie inna.
Od kilku tygodni, a w sumie już od ponad dwóch miesięcy, używam komputera Mac mini M4 i iPhone 13 Pro. Dlaczego akurat te sprzęty? Głównie ze względu na cenę. Mac mini M4 jest dosyć tanim komputerem, jak na sprzęt Apple. Kupiłem go za około 2500 zł. Musiałem dokupić stację dokującą (hub), aby zamontować dodatkowy dysk, bo domyślne 128 GB pamięci to zdecydowanie za mało. Tutaj widać jeden z minusów sprzętów Apple. Stacja dokująca firmy Satechi, którą kupiłem, ma dodatkowo czytnik kart pamięci, więc załatwiłem dwie sprawy naraz. iPhone 13 Pro również zakupiłem ze względów finansowych, na Allegro, od firmy, która odnawia telefony. Wybrałem model ze 100% kondycją baterii, bo chciałem coś tańszego, co jednocześnie wytrzyma cały dzień na jednym ładowaniu.
Dlaczego dokonałem tej zmiany?
Przesiadka z Windowsa była prosta. Najpierw na rzecz Linuxa, bo polityka Microsoftu w ostatnim czasie przestała mi odpowiadać. Nie chcę się rozwodzić na ten temat, ale m.in. z tego powodu porzuciłem Windowsa. Mimo że miałem już wcześniej styczność z Linuxem, po pewnym czasie zaczął mi przeszkadzać brak dostępu do niektórych aplikacji. Wiem, że są zamienniki, ale to nie była moja droga. Wtedy mój wzrok skierował się na Apple, bo dużo czytałem o ich polityce i aplikacjach.
Z Androidem byłem bardzo zadowolony. Długo zastanawiałem się nad połączeniem macOS z Androidem, ale stwierdziłem, że jeśli wchodzić w ekosystem, to już z całym dobrodziejstwem. Potrzebowałem jednego, prostego systemu, bo miałem dosyć rozproszenia.
Gdy już dokonałem przesiadki, algorytmy YouTube i innych stron zaczęły podsuwać mi filmy i teksty na ten temat. Trafiłem na tekst Macieja Gajewskiego ze Spiders Web, w którym pisał, że przejście na iPhone’a to jakby „pawi ogon” i kwestia statusu. Szczerze, nie do końca się z tym zgadzam. Owszem, Apple jest drogie, ale nie o to chodzi. Chodzi o podejście producenta, który rozwija aplikacje wbudowane w system, które świetnie ze sobą współpracują. Maciek Gajewski zarzuca, że to pułapka, że ekosystem jest zamknięty i ciężko się z niego wydostać. Ja bym to odwrócił. W Androidzie można stworzyć swój ekosystem (Samsung robi to bardzo fajnie, choć nie tak dobrze jak Apple), ale Google nie tworzy takiej „klatki”. Apple natomiast stworzył rozwiązania, które naprawdę przyciągnęły mnie do siebie. Wiem, jak się wydostać z tego ekosystemu, gdybym chciał, więc nie nazwałbym tego pułapką, a raczej zachętą do pozostania.
W Polsce nie ma mowy o „zamykaniu w klatce Apple”. W USA, gdzie 70-80% ludzi korzysta z produktów Apple, iMessage jest takim czynnikiem, który utrudnia przesiadkę na inne rozwiązania. U nas problemu tego nie ma, bo ludzie używają WhatsAppa, Messengera czy Signala. Apple nigdy nie złapie nas w tę pułapkę.
Często podawanym przykładem jest aplikacja Apple Notes. Notatki są oparte na zwykłych plikach tekstowych, które można łatwo przenieść do Obsidiana czy Evernote. Zatem to nie jest problem.
Co mnie irytuje w systemie Apple?
Przejdźmy do mniej przyjemnych rzeczy. Na początek była to klawiatura i walka o polskie znaki. Na Windowsie byłem przyzwyczajony, że klawisz Alt daje polskie znaki. W Macu jest klawisz Option w innym miejscu. Do jasnej cholery, wyłamywałem sobie palce, próbując pisać literę „ą”, „ę” czy „ś”. Do tego dochodzi Command i Control. W Windowsie było to o wiele prostsze. Nie mam zamiaru spowalniać swoich ruchów. Zamieniłem miejscami klawisze Command i Control, żeby było mi bliżej do przyzwyczajeń z Windowsa. Zobaczymy, czy to się sprawdzi.
Nie byłoby narzekania bez asystentki Siri, która tak naprawdę nie istnieje w Polsce. Oczywiście, jeśli ktoś lubi posługiwać się angielskim, Siri działa poprawnie, można dodawać notatki czy przypomnienia. Tęsknię jednak za Gemini, którego nie ma nawet co porównywać z Siri. Google wprowadziło Gemini w języku polskim już dawno i jest o lata świetlne przed tym, co oferuje Siri. Pamiętajcie, kupujecie produkt z funkcjami, które ma tu i teraz, a nie te, które pojawią się może kiedyś. Plotki o polskiej Siri krążą od lat, ale to totalna bzdura.
Najbardziej zawiodłem się na systemie macOS, a dokładnie na aplikacji Finder, czyli odpowiedniku Eksploratora Windows. Moim zdaniem to najbardziej upośledzona aplikacja w całym systemie. Ustawiam, żeby foldery były na górze, a w podkatalogu widok się zmienia. Finder ma to gdzieś. Tęsknię za Eksploratorem Windowsa. Szukanie plików jest okej, ale segregowanie, ustawianie widoku… to jest po prostu absurd. Nie, ktoś powinien za to odpowiadać. Wiele osób rezygnowało z komputerów Apple tylko z powodu tej przeglądarki plików. Oczywiście, można zainstalować aplikacje firm trzecich, ale po co mam płacić za coś, co powinno być podstawową funkcją w każdym systemie?
Plusy i pozytywne zaskoczenia
Ale żeby nie było, że cały czas narzekam, są rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły i utwierdziły w przekonaniu, że zmiana miała sens.
Zacznijmy od prostej rzeczy, jaką jest Kalendarz. Muszę tu wspomnieć o Samsungu, bo ich kalendarz jest bardzo podobny do tego od Apple i moim zdaniem to dwa najlepsze rozwiązania na rynku. Chodzi o to, że w widoku miesięcznym widzę wydarzenia, które przechodzą na kolejny dzień. W Kalendarzu Google tego nie ma. Dla mnie to „killer feature”, na który najbardziej zwracam uwagę przy wyborze kalendarza. To właśnie ta funkcja spowodowała, że kilka lat temu przeszedłem na Samsunga. Gdyby w Kalendarzu Apple jej nie było, nigdy bym na ich ekosystem nie przeszedł.
Kolejny plus to bateria w iPhonie 13 Pro. Słyszałem wiele złych rzeczy, ale okazało się, że to plotki. Bateria jest okej. Nie jest najlepsza, ale też nie najgorsza. Spokojnie wytrzymuje mi do końca dnia, a czasami ładuję go dopiero następnego popołudniu. Oczywiście, nie gram w gry i nie oglądam dużo filmów, co pewnie ma duży wpływ.
Bardzo podoba mi się też suwak wyciszenia z boku obudowy. Tego rozwiązania nie ma w nowszych modelach, a szkoda. Podobne ma OnePlus. To proste i wygodne rozwiązanie, które pozwala jednym ruchem wyciszyć telefon. Nie wiem, dlaczego Apple zrezygnowało z tego.
Na koniec zostawiłem technologię, która absolutnie mnie zaskoczyła – Face ID. Nie sądziłem, że będę tak zachwycony. Po prostu działa, jest mało inwazyjna i zapominam, że tam jest. Po prostu kierujesz telefon na siebie i już. Podobne rozwiązanie w Pixelach to żart. Wystarczy gorsze oświetlenie i nie działa. U Apple’a działa rewelacyjnie w każdych warunkach.
Aplikacje i inne sprzęty
W ekosystemie Apple podobają mi się Notatki i Przypomnienia. Teraz także Kalendarz i Mail. Aplikacja Mail ma za dużo funkcji, ale rozumiem, dlaczego ludzie ją doceniają. Notatki i Przypomnienia są rewelacyjne. Przypomnienia to aplikacja pokroju Todoist, tylko za darmo (płacicie za sprzęt). Warto wspomnieć też o aplikacji Dziennik na iOS. Google wypuściło jej kopię, co jest dobrym rozwiązaniem, bo kopiują bardzo dobrą aplikację. Ja wolę pisać na papierze i robić zdjęcia, ale Dziennik ma sens.
Nie będę kupował Apple Watcha ze względu na baterię, która jest dla mnie żartem. Dwa dni normalnego użytkowania to dla mnie za mało. Moja sportowa ładowarka Polar Grid X trzyma baterię z 10 razy dłużej. Słuchawek też nie potrzebuję, bo mam Teufel z rewelacyjną jakością. Zastanawiałem się nad testowaniem iPada, ale zrezygnowałem. Uważam, że sprzęty, które mam, w zupełności mi wystarczają. Używany, 10-calowy tablet z Androidem za kilkaset złotych jest dla mnie wystarczający.
Podsumowanie i przyszłość
Czy żałuję przesiadki? Z jednej strony tak. Finder w macOS dalej mnie wkurza. Tęsknię za Eksploratorem Windowsa. W przypadku Androida tęsknię za wolnością, na przykład za blokowaniem reklam w Firefoxie i aplikacją NewPipe, która pozwala oglądać YouTube bez reklam i bez algorytmów. Tego nie znajdziecie na iOS.
Mimo tych wad miałem moment zwątpienia, ale później przypomniałem sobie, po co wszedłem w ten ekosystem: dla minimalizmu, prostych, wbudowanych aplikacji, które ze sobą dobrze współpracują. Używam ich głównie do synchronizacji notatek, przypomnień, kalendarza i trybów skupienia.
Żałuję trochę, że nie zastanowiłem się dłużej nad wyborem między MacBook Air M4 a Mac mini M4. Wybrałem Maca mini z powodu ceny, ale brakuje mi mobilności. Pracowałem na laptopie przez 20 lat, więc ciężko mi się przestawić.
Na ten moment jest okej. Nie zamierzam wracać do Windowsa i Androida, choć wciąż testuję na nich sprzęty i mam tablet z Androidem. Tego lata się nie da, z tej miłości. Będą się na pewno pojawiały o nich materiały w podcaście. Jaki będzie następny temat? Tego jeszcze nie wiem, ale na pewno Was o tym poinformuję w newsletterze.
Dziękuję Wam za uwagę i do usłyszenia następnym razem. Cześć!




2 komentarze
Bardzo dobrze słuchało mi się podcastu. Tak samo jak Ty, miałem podobne dylematy i póki co jeszcze działam na Windows, ale jednocześnie próbuję Mac’a 🙂 z Notatkami było tak samo. Nadmiernie komplikowałem proces zapisywania, aż do czasu gdy zacząłem używać prostego narzędzia od Apple’a.
Dzięki za komentarz i ciesze się, ze dobrze się słuchało, bo jednak wydaje mi się, ze musze popracować nad dykcją 🙂 Komplikowanie życia to specjalność fanów nowych technologii 🙂