To nie jest teoria spiskowa. Google i Amazon mogą przekazywać nagrania nawet bez nakazu sądowego.

Niby człowiek wiedział, ale łudził się, że te firmy nie są takie. Zapewne tak pomyśli wielu użytkowników korzystających z kamer, dzwonków lub innych domowych smart urządzeń Google i Amazon. Oczywiście, wiele osób będzie pukać się w głowę i zastanawiać dlaczego ktoś jeszcze kupuje te “szpiegujące” zabawki. Jest spora grupa użytkowników, która siedzi i śledzi wszystkie wpadki i dziwne zapisy Google i Amazona. Są świadomi ataków na ich prywatność. Jest jednak druga grupa użytkowników, która docenia jakość, prostotę i wygodę tych urządzeń. Jedni godzą się na sprzedaż swojej prywatności, a inni nie są świadomi pozbywania się jej na rzecz dużych firm. Wiem o co chodzi każdej z tych grup, chociaż należę do grona osób, które ograniczają w swoim życiu usługi i produkty Google.

Zobacz również:

  1. DeGoogle – co to jest i czy ma sens? Jakie zamienniki aplikacji Google?
  2. Android bez Google?
  3. Usuwanie niechcianych aplikacji (bloatware) z systemu Android.

Jednak do rzeczy. Jakiś czas temu w sieci zawrzało o tym, że Amazon może przekazywać nagrania wideo w ręce policji. Chodzi o materiały pochodzące z “inteligentnych” urządzeń (np. dzwonki do drzwi). Mogą to robić bez nakazu sądowego, a więc praktycznie w każdym przypadku jeśli policja o nie poprosi. Oczywiście jest mydlenie oczów i mowa tylko o awaryjnych sytuacjach. Jednak każda sytuacja może być awaryjna, a prywatność zostanie naruszona.

Teraz dowiadujemy się nowych rzeczy. CNET wskazuje kilka dużych firm, które “krzyczą”, że bez nakazu nie udostępnią policji materiałów ze swoich urządzeń. Są to Arlo, Apple, Wyze, i Anker. No dobrze, ale co ma do tego Google? No właśnie Google i Amazon pozwalają na udostępnianie takich materiałów bez nakazu lub orzeczenia sądowego. Jeśli myślicie, że to was nie dotyczy, to mylicie się grubo. Nie znam się na polskim prawie i nie wiem jak to u nas działa, ale wy też pewnie nie znacie się na amerykańskim lub irlandzkim. A to właśnie pod takie prawo Google podpina swoją politykę prywatności. Idąc tym tropem można domyślać się, że materiały naszych polskich użytkowników również mogą trafić w ręce policji, w awaryjnych sytuacjach – cokolwiek to znaczy. Czy wystarczy,  że porucznik Frank Drebin będzie mieć jakieś podejrzenia i wyśle odpowiedni wniosek do Google?

Właśnie “dzięki” takim akcjom ruch DeGoogle rośnie w siłę. Wcale się nie dziwię, że w niektórych krajach zabraniają korzystać z produktów Google Workspace. Dobrze, że zaczyna się na wczesnym etapie i uczy młodzież świadomego korzystania z produktów cyfrowych. Próbowano wyceniać naszą prywatność, ale moim zdaniem nie da się tego zrobić w racjonalny sposób. Dlatego dobrze o nią zadbać, bo dla niektórych może się to okazać bardzo cenne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Related Posts