DeGoogle – co to jest i czy ma sens? Jakie zamienniki aplikacji Google?

To może Cię zainteresować:

2.8 miliarda – to liczba aktywnych użytkowników z 2020 roku. Liczba ta ciągle rośnie dzięki krajom rozwijającym się, bo tam notowane są największe dostawy. To jest logiczne. Większość krajów rozwiniętych nasycono i tam dochodzi tylko do wymiany starych urządzeń na nowe, a nowych użytkowników notuje się zdecydowanie mniej. To jednak pokazuje nam z jaką skalą mamy do czynienia, od ilu użytkowników Google czerpie informacje. Do tego dochodzą jeszcze klienci komputerów. Więc nic dziwnego, że ruch DeGoogle nabiera siły.

Co to jest DeGoogle?

Jest to inicjatywa, która ma na celu całkowite zerwanie z usługami Google. Na świecie jest pełno aktywistów, którzy namawiają do tego procesu ze względu na naruszanie naszej prywatności. Moim zdaniem nie ma to większego sensu, bo ogromna część osób nigdy nie pozbędzie się produktów Google z kilku względów. Są one za darmo, są one dobre i przyzwyczailiśmy się do nich. Tutaj stawiałbym bardziej na dywersyfikację naszych danych. Wystarczy znaleźć kilka zamienników i można przekonać się, że istnieje też inny świat. Doceniam ich wysiłek, ale może najwyższy czas zmienić podejście do tematu.

Jest duża szansa, że natknęliście się w sieci na taką grupę aktywistów, która namawia innych by pozbyli się usług Google ze swojego życia. Według nich pozbycie się wszystkich usług Google jest proste. Wmawiają wszystkim dookoła, że na każdy produkt Google znajdziecie jeszcze lepszy zamiennik, który jest w pełni darmowy, a co najważniejsze, nie kolekcjonuje waszych danych. Niektórzy idą dalej i twierdzą, że można znaleźć lepsze i darmowe zamienniki bardzo rozbudowanych i drogich programów. Tak jak należałem do pierwszej grupy, tak nigdy nie byłem w stanie zgodzić się, że każdy może porzucić Photoshopa na rzecz Gimpa lub Windowsa dla Linuxa. Wszystko zależy od pracy jaką wykonujecie. Każdy ma swoje potrzeby i uogólnianie nie ma najmniejszego sensu, a tym bardziej wmawianie swoich racji, gdzie nie zawsze się one sprawdzają.

Wracając jednak do rozpalającego tematu – prostego sposobu na pozbycie się wszystkich usług Google. Tak, jest to możliwe, bo pozbyć się można w prosty sposób, ale znalezienie wartościowych zamienników jest już problemem. Sam nie jestem wymagającym użytkownikiem, w tym sensie, że mój smartfon i komputer wykorzystuję tylko w celach rozrywkowych i do pisania. Nie wykorzystuję ich w celach zarobkowych, a i tak mam problem z pewnymi aplikacjami i nie mogę całkowicie zerwać się z łańcucha Google.

Do tego dochodzi “wycieranie się” słowem DeGoogle. To, że ktoś odinstaluje sobie z Androida wszystkie Gmaile, Kalendarze, Mapy Google i inne przeglądarki Chrome, to nie znaczy że jest już zDeGooglowany (?). Można użyć sposobu, który opisałem i pozbyć się niechcianych aplikacji z Androida. Jednak to nie wszystko. Po pierwsze, po takich aplikacjach pozostaje ślad w smartfonie. Po drugie, nie pozbywacie się wszystkich narzędzi do śledzenia, które producent i Google wcisnęli wam przy zakupie. Tutaj musielibyście zamienić system na całkiem inny.

Ta ostatnia kwestia jest bardzo interesująca, ale też bardzo obszerna. Większość telefonów ma możliwość wgrania dobrego systemu, który dba o prywatność. Można też wgrać taką wersję, która pozbawiona jest aplikacji Google i wszystkich ich usług. Jednak ma to swoje konsekwencje. Wiele usług może nie działać w takim smartfonie. Małym problemem jest brak dostępu do wykupionych aplikacji/usług/kont premium poprzez sklep Google Play. Nie widziałbym też wielkiego dramatu w przypadku odmowy włączenia aplikacji Canal+ lub Netflix. Jednak przykro się robi gdy nie będziecie mogli zapłacić telefonem lub uruchomić aplikacji bankowych. Nad tym trzeba się zastanowić i poczytać dokładniej.

Warto jednak skupić się na prostszych działaniach i wystarczy sprawdzić dobre aplikacje, które są konkurencją dla aplikacji Google.

Spróbujmy teraz znaleźć zamienniki. Zobaczmy też, czy życie z nimi jest spokojne, czy dosyć wyboiste. Zdania są podzielone, ale to wy sami musicie się o tym przekonać.

Wyszukiwarka.

Dalej jest to jedno z najważniejszych narzędzi od Google. Proste, ale skuteczne w większości przypadków. Jednak już teraz mamy do dyspozycji kilka ciekawych rozwiązań, które z dnia na dzień stają się lepsze. Od kilku dni sprawdzam wyszukiwarkę Qwant, którą ustawiłem jako domyślną w swojej mobilnej przeglądarce. Jakie wnioski? Da się, ale trzeba być wyrozumiałym człowiekiem i różnice mogą być widoczne. Szczególnie jeśli przeszukujecie jakieś ciekawe miejsca w Polsce. Nie wszystko pokazuje na liście wyszukiwania. Popularne miejsca nie są pomijane, ale już mniej znane lokalizacje i ich opisy bardziej trafnie wypluwane są w wyszukiwarce Google. Lepiej jest w wyszukiwarce Duck Duck Go, ale dalej nie jest to poziom Google. Nie dziwię się, bo mowa o wielu latach zbierania informacji od użytkowników.

W sieci pojawiają się również informacje o tym, że można skompilować swoją własną wyszukiwarkę. Ciekawa inicjatywa, ale polecanie to randomowym użytkownikom jest bezsensu. Jeśli jednak interesuje Cię ten temat, to warto zapoznać się z tymi stronami:
https://yacy.net/download_installation/#yacy-for-linux-and-other-os
https://spacy.io/usage

Przeglądarka.

  • Firefox
  • Opera
  • Brave
  • Edge
  • Vivaldi

Tutaj sprawa wygląda zdecydowanie lepiej. Nie jesteśmy skazani na słabe zamienniki. Co więcej, przeglądarki innych firm mogą okazać się zdecydowanie lepsze. Osobiście korzystam z przeglądarki Firefox, w komputerze i smartfonie. Brakuje mi tylko jednej rzeczy w aplikacji mobilnej – tłumacza Google. Nie można zainstalować tej wtyczki w mobilnym Firefoxie. Zamiast tego wystarczy korzystać z dedykowanej aplikacji tłumacza lub przełączać się do mobilnej strony DeepL. Ten drugi sposób jest najmniej wygodny, ale zdecydowanie najbardziej efektywny, bo dzięki temu nauczyłem się wiele nowych słów. Bazując na automatycznym tłumaczu wpadałem w cyfrowe lenistwo i nie zwracałem uwagę na wszystko. Za bardzo podpierałem się technologią i możliwościami tłumacza.

Tak jak wspomniałem, dla mnie pierwszym wyborem jest Firefox. Jednak przez kilka miesięcy korzystałem z Opery, którą również sobie cenię. Bazuje ona na projekcie Chromium, ale jest pozbawiona kodu śledzącego Google. Projekt Chromium jest bardzo dobrym rozwiązaniem i dzięki niemu mamy większą konkurencję na rynku. Warto jednak dodać, że w tej chwili większość przeglądarek bazuje na tym silniki. W odróżnieniu od Firefoxa, który ma swoje rozwiązania. Na Chromium postawiono również Vivaldi,Brave i Edge. Ta ostatnia dostępna jest już również na Linuxa. Kilka dni temu wydano stabilną wersję tej przeglądarki.

Warto wspomnieć również o przeglądarce Vivaldi, która została stworzona przez ludzi odpowiedzialnych za Operę. Użytkownicy doceniają ją za to, że jest można ją konfigurować prawie pod każdym względem. Mnie akurat to nie przekonuje, ale doceniam takie działania, bo to doprowadza do zdrowej konkurencji. Warto sprawdzić każdą z tych przeglądarek, bo po kilku dniach będziecie już wiedzieć z czym zostaniecie na dłużej.

Co jeśli posiadasz potężną bazę różnych kont, haseł, płatności i innych informacji? Jak to wszystko przenieść z jednej przeglądarki do drugiej? To był jeden z największych hamulców, który ograniczał mnie w sprawdzaniu lub przeskakiwaniu pomiędzy przeglądarkami. Przenoszenie danych do logowania nie było takie proste. Jednak już dawno temu zacząłem korzystać z niezależnego menedżera haseł Bitwarden i tym sposobem moje cyfrowe “ja” stało się wolne. Nie jestem uwiązany do menedżera haseł z Chrome, Edge czy Firefox. Mogłem też wybrać dedykowaną aplikację Microsoft, która zarządza hasłami podobnie do Bitwarden. Jednak wybrałem rozwiązanie open source. Rozwiązanie, które jest darmowe w takim sensie, że nie płacę za nie swoimi osobistymi danymi.

Mapy.

  • Locus Map (rower, chodzenie)
  • OsmAnd (chodzenie, samochód)
  • Maps.me (samochód, rower)
  • TomTom, Here i Yanosik (samochód)

Warto zapoznać się z wpisem na temat map cyfrowych i map na Androida, które działają offline.

Tutaj temat komplikuje mi się za każdym razem. To tylko pokazuje, że nie jestem w stanie oderwać się od Map Google na stałe. Niby mam Locus Map do większości zastosowań: planowania tras rowerowych i pieszych, przeglądania sobie terenu, podglądania starych miejsc i wielu innych rzeczy. Niby korzystam z OsmAnd jako zamiennika Google Maps. Próbowałem również uciec na chwilę do Here Maps i jest to jedyna sensowna alternatywa na ten moment. OsmAnd doceniam niesamowicie i korzystam w wielu przypadkach. Wiem jednak, że interfejs wielu użytkownikom może sprawiać problemy, tak samo jak nawigacja rowerowa, która nie jest idealna.

Proszę też o niepolecanie mi map firmy Yandex. Oprócz tego, że aplikacja jest przyjazna, to nie mają u mnie racji bytu. Wyznaczanie trasy rowerowej jest na poziomie przedszkola. Aplikacja pomija najbardziej oczywiste ulice i drogi rowerowe (!) w Polsce. Jeśli szukacie dobrego zamiennika, który sprawdzi się w samochodzie to polecam mapy HERE WeGo, TomTom GO lub Yanosika. W przypadku nawigacji pieszo rowerowej najlepiej może wypadać Maps.me, które działają również offline.

Powyższe polecenia dotyczą systemu Android. W przypadku wersji komputerowej można skorzystać z Open Street Maps lub Qwant Maps. Polecam te ostatnie, bo to kawał dobrej roboty. Szkoda, że nie ma wersji na Androida. Na komputerze to jest mój pierwszy wybór.

W sieci pojawiają się również polecajki zamienników Google Earth. Tutaj nie macie większego wyboru i moim zdaniem Google Earth jest najlepszym rozwiązaniem. Jedynym zamiennikiem, który udało mi się znaleźć jest Marble, ale daleki jest od ideału. W sieci mogą krążyć jeszcze inne projekty, takie jak WorldWind, ossimPlanet, GeoMapApp. Jednak część z nich dawno porzucono i zaprzestano aktualizacji. Jeden z nich jest zestawem dla programistów i dzięki niemu można stworzyć swoją aplikację w stylu Google Earth, ale nie o to chyba chodzi.

Poczta.

Gmail jest niesamowicie udanym produktem i ciężko z niego zrezygnować. Szukam dobrego zamiennika od wielu lat. Na komputerze korzystam z Thunderbird, ale w smartfonie zawsze wracam do Gmail. Obecnie jestem na etapie korzystania z darmowej wersji aplikacji Canary i jest dobrze. Tutaj jednak czekam na wasze propozycje. To co testowałem z krótkim opisem dlaczego nie zostałem z aplikacją na dłużej.
FairEmail – problemy ze kontem Google.
Spark Email – maile kasowane w aplikacji zostawały na serwerze Google.
Canary – jak dotąd się sprawdza. Korzystam z darmowej wersji.
Z czasem postaram przypomnieć sobie co przeszkadzało mi w innych aplikacjach.

Youtube.

Tutaj nie ma praktycznie żadnej konkurencji dla tego serwisu. Można jedynie skorzystać z aplikacji NewPipe, która jest najlepszym zamiennikiem aplikacji Youtube. Nie da się tutaj zalogować za pomocą konta Google, a to powoduje, że nie macie możliwości skorzystania z zapisanych subskrypcji i filmów dodanych do ulubionych. Jest jednak możliwość eksportu subskrybowanych pozycji z aplikacji Youtube i dodania ich do NewPipe.

Jeśli jednak upieralibyście się, że szukacie całkowitego zamiennika Youtube, a nie tylko aplikacji. To spróbujcie PeerTube, ale ostrzegam, że nie znajdziecie takiej dawki materiałów jak w serwisie Google. To jest zrozumiałe, ale i tak kibicuję projektowi PeerTube, który opiera się na P2P i jest całkowicie darmowy i otwarty. Nic tylko bić brawo i kibicować takim rozwiązaniom. Warto te zainteresować się nim gdybyście mieli dosyć polityki Youtube i chcieli wdrożyć wideo na własnej stronie.

Aplikacje FOSS.

Poniżej znajdziecie aplikacje, które również mogą się przydać jeśli chcecie przejść na całkowicie darmowe i wolne oprogramowanie.

W zestawieniu znajdą się też aplikacje, które są już znane większości użytkownikom, ale warto o nich przypomnieć. Poniższa lista zawiera również aplikacje z Google Play.

  • VLC (Google Play)

Tego odtwarzacza nie trzeba przedstawiać.

Dla mnie najładniejszy odtwarzacz muzyczny. Wiem, że większość osób korzysta teraz tylko ze Spotify i Youtube Music. Sam mam abonament w tym drugim. Jednak mam również swoją dyskografię, na własność, którą odtwarzam w tej aplikacji. Mniej internetu, mniej baterii, ładniejszy wygląd. Czego chcieć więcej?

Jeden z najlepszych komunikatorów na rynku. Chodzi mi o to, że jest to jedna z najlepszych alternatyw dla Messengera, Whatsapp i Telegrama. Akurat z tym ostatnim mam niewiele do czynienia, bo większość znajomych siedzi w Messenger i Signal. Wysoki poziom prywatności i bezpieczeństwa, a do tego większość potrzebnych funkcji.

Bardzo przyjazna dla oka aplikacja pogodowa. Zdecydowanie ładniejsza od większości popularnych rozwiązań, w tym płatnych.

Dla mnie najlepsza aplikacja do zarządzania hasłami w systemie. Można korzystać na PC i w Androidzie. Są rozszerzenia do każdej przeglądarki. Dzięki temu migracja na inne rozwiązania nie stanowi problemu. Jest to jednak z najlepszych aplikacji na świecie.

Poprzednio korzystałem właśnie z tego narzędzie. Kolejny dobry bank na hasła.

Szybka, ładna i bardzo prosta nawigacja. Spełnia proste zadania.

W Google Play znajdziecie tysiące aplikacji do zarządzania zadaniami. Jednak Tasks.org jest jedną z ładniejszych i co najważniejsze darmowych. Otwarta i darmowa aplikacja, która jest w dodatku bardzo ładna. Jedyna aplikacja, która zajmuje u mnie miejsce na głównym pulpicie w formie widgetu.

Świetna aplikacja do notatek. Na plus zaliczam wersję na Androida i Linuksa.

Chyba najlepsza aplikacja do wiadomości SMS. Tutaj pojawia się opcja płatna, która pozwala na synchronizowanie wiadomości. Opłata jest za pracę programisty i może być jednorazowa. Około 30 złotych jednorazowej opłaty za taką aplikację to chyba sprawiedliwa cena. Ale sami oceńcie.

To taki Norton Commander lub, jak ktoś woli, Total Commander na Androida.

6 comments
  1. “Można jedynie skorzystać z aplikacji NewPipe, która jest najlepszym zamiennikiem aplikacji Youtube.”

    A Youtube Vanced?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Related Posts