Rynek Androida obserwuję od ponad 15 lat i muszę przyznać, że temat Google TV (wcześniej Android TV) jest mi bliski od samego początku jego istnienia. Platforma przeszła naprawdę długą drogę, zaliczając po drodze kilka, nazwijmy to, potknięć. Teraz Google szykuje dla nas aktualizację do Androida 16, która, chociaż rewolucji raczej nie przyniesie, wprowadzi kilka naprawdę istotnych i wyczekiwanych zmian.
Jako wieloletni użytkownik Google TV, osobiście najbardziej liczę na odświeżenie interfejsu oraz nareszcie płynniejsze i bardziej spójne działanie multimediów. Co ciekawe, Google TV przeskoczy jedną wersję systemu, aktualizując się bezpośrednio z Androida 14 na Androida 16.
Odświeżony interfejs i usprawnienia „pod maską”
Android 16 wprowadza zmiany, które – choć w większości dzieją się „pod maską” – mają na celu dalsze wzmocnienie interfejsu użytkownika. Chodzi o to, by stał się on jeszcze solidniejszą podstawą dla najlepszych przystawek do TV.
Jedną z pierwszych rzeczy, która rzuci się w oczy, będzie odświeżony wygląd. Google TV otrzyma bowiem szatę graficzną w stylu Material 3 Expressive, co ma na celu ujednolicenie wyglądu z interfejsem znanym ze smartfonów z Androidem. Moim zdaniem to krok w dobrym kierunku, bo spójność wizualna między urządzeniami zawsze jest w cenie.
Google w oficjalnym dzienniku zmian wspomina o „różnych ulepszeniach” w odtwarzaniu multimediów. Zawsze mam wrażenie, że jest to swego rodzaju bełkot marketingowy, ale mam nadzieję, że to wszystko przyniesie jakieś usprawnienia. W teorii powinny one przełożyć się na płynniejsze działanie całości – od włączenia urządzenia, przez oglądanie ulubionych treści, aż po odkrywanie nowych propozycji.
Kluczowym ulepszeniem jest wprowadzenie nowego pakietu MediaQuality. Co to właściwie jest? To zestaw specjalnych narzędzi API, które pomagają aplikacjom streamingowym dogadać się z telewizorem. Dzięki nim apki będą wiedziały, jakiego sprzętu, kodeków czy ustawień potrzebuje konkretny film lub serial, by wyglądał i brzmiał najlepiej.
Co to oznacza w praktyce? System sam zadba o to, by automatycznie dobrać idealne ustawienia. Cel? Osiągnięcie najlepszej możliwej jakości obrazu i dźwięku, dokładnie tak, jak chcieli tego twórcy.
Eclipsa Audio – czy to darmowy konkurent dla Dolby Atmos?
Kolejną ciekawą nowością jest Eclipsa Audio. Google prezentuje ją jako innowacyjny format audio przestrzennego, który ma być otwartą i darmową alternatywą dla rozwiązań pokroju Dolby Atmos. Nie oszukujmy się – wysokie opłaty licencyjne i ograniczony dostęp do zaawansowanego sprzętu to główne hamulce popularności Dolby Atmos. I tu właśnie Eclipsa Audio, bazująca na darmowym, otwartym protokole IAMF (Immersive Audio Model and Formats) – współtworzonym m.in. przez inżynierów z Samsunga i Google – ma szansę sporo namieszać.
Początkowo Eclipsa Audio trafi na YouTube. Czy od razu zrewolucjonizuje tam dźwięk? Pewnie nie. Większość twórców na YouTube nie korzysta z zaawansowanych technik audio przestrzennego. Jednak nie warto od razu skreślać tej technologii. Otwarty standard audio obiektowego eliminuje bariery finansowe zarówno po stronie twórców, jak i producentów sprzętu.
Dostęp do zaawansowanych narzędzi audio bez dodatkowych kosztów może zachęcić kreatywnych do eksperymentowania, a także zwiększyć szansę na pojawienie się przystępnego cenowo sprzętu (myślę tu bardziej o słuchawkach i soundbarach niż rozbudowanych zestawach kina domowego) wspierającego najnowsze technologie. Moim zdaniem, choć na bezpośrednie korzyści z Eclipsa Audio przyjdzie nam jeszcze poczekać, jest to fundament pod znaczące zmiany w przyszłości.
Dzięki temu rośnie też szansa na sprzęt w przystępnych cenach – myślę tu bardziej o słuchawkach i soundbarach niż o rozbudowanych zestawach kina domowego – który będzie wspierał najnowsze technologie. Może podchodzę do tego zbyt optymistycznie, ale mam przeczucie, że tak właśnie będzie. Oczywiście, na te wszystkie zmiany potrzeba czasu, i to pewnie całkiem sporo.
Co jeszcze czeka na użytkowników Google TV?
Aktualizacja Androida 16 dla telewizorów raczej nie przyniesie rewolucji i nie zepsuje tego, co już dobrze działa. Wygląda jednak na to, że Google chce umocnić swoją pozycję względem konkurencji, takiej jak Tizen TV OS od Samsunga.
Warto też wspomnieć o nowości, która może wzbudzić trochę kontrowersji: „In-App Review API”. W praktyce oznacza to, że aplikacje będą mogły wyświetlać wyskakujące okienka z prośbą o ocenę w trakcie ich używania.
Osobiście nie jestem fanem takich rozwiązań – dla mnie to zawsze jakaś forma cyfrowego żebractwa ze strony twórców. Jeśli mam ochotę ocenić apkę, to po prostu to robię. Nie potrzebuję, żeby ktoś mnie do tego specjalnie namawiał. Czasami takie nachalne przypominajki przynoszą wręcz odwrotny skutek i przez to z automatu leci niższa ocena. Właśnie za te irytujące pop-upy.
Pojawia się też pytanie, czy wspomniane optymalizacje wydajności okażą się wystarczające dla budżetowych telewizorów z niewielką ilością pamięci RAM, na które Google ostatnio zaczął licencjonować swój system. Pojawiają się plotki, że te urządzenia mogą nie mieć wystarczającej mocy obliczeniowej do uruchomienia wszystkich funkcji Google TV.
źródło android police



